piątek, 13 grudnia 2013

Tydzień nicnierobienia i trochę marudzenia

Chore dziecko w domu - nic poważnego, bo tylko katar, ale z katarem nie bardzo do przedszkola :( - a ja totalnie wypadam z rytmu. Nie potrafię na poważnie zająć się blogiem i przygotowywaniem notek, kiedy W. co chwilę woła Mamooo - a to autko/koparka/dźwig się popsuło, a to książkę poczytaj, a to bajka nie taka, a to picie, a to siku. 

No nie potrafię - a najbardziej zastanawiające jest to, że przecież W. chodzi do przedszkola dopiero od września i przedtem nie miałam takich problemów ;) Człowiek za szybko przyzwyczaja się do dobrego.

Wpływ ma pewnie też fakt, że za dużo rzeczy chciałabym robić na raz. Tysiąc myśli na godzinę pojawia się w mojej głowie. Mam tyle pomysłów na posty i najchętniej bym je wszystkie przygotowała na raz. A tak się nie da, nie z moimi zapędami do perfekcjonizmu, który ma dwa oblicza - albo robię wszystko na 150%, albo nic. Chyba właśnie nadeszło to drugie albo.

Kupiłam sobie nawet e-booka "Skup się" - tylko nie mogę się zebrać, by go przeczytać i wdrożyć, bo ciągle mnie coś rozprasza.

Ale koniec gderania na dzisiaj :) Pomarudziłam sobie i trochę mi lepiej. Daję sobie jeszcze dwa dni lenistwa i wracam do Was :)

2 komentarze:

  1. Życzę zdrowia i cierpliwości :)

    http://fireflyshearts.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Już jest o wiele lepiej. Odrobina marudzenia działa cuda ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy umieszczony komentarz :)
Anonimie, podaj proszę imię lub pseudonim - będzie mi łatwiej Ci odpowiedzieć